Konrad Górniaszek

Witaj Konrad, mam przyjemność przeprowadzić z Tobą wywiad odnośnie Twojego rozwoju intelektualnego jak i sportowego. Szczególnie mi miło gdyż byłeś uczniem OSSM Prószków w latach 2005 – 2008.

Na początku powiedz mi jak Twoje samopoczucie i zdrowie?

Witam serdecznie. Czuję się bardzo dobrze, nic mi nie dolega, oby tak dalej.

Konrad z tego co pamiętam od zawsze byłeś pasjonatem piłki nożnej, powiedz mi kto Cię zaraził tą dyscypliną i w jakich okolicznościach to się stało?

Tak, to fakt. Od małego na podwórku z kolegami kopałem piłkę przed blokiem, a na pierwszy trening zaprowadził mnie mój tata. Miałem wtedy 7 lat, nie prowadzono naboru i zajęć dla dzieci tej kategorii, ale mój ojciec znał się z kierownictwem klubu i można powiedzieć, że przez „znajomości” zaliczałem pierwsze jednostki i szlify w tej dyscyplinie.

Jaki był Twój pierwszy klub i kto był Twoim pierwszym trenerem?

Małapanew Ozimek, pierwsze zajęcia, na które chodziłem prowadził Leon Brylczak, natomiast pierwszym trenerem, u którego zadebiutowałem w lidze młodzików był Ryszard Elżanowski.

Czy odnosiłeś jakieś sukcesy sportowe które zapamiętałeś z swoim macierzystym klubem?

Najbardziej w głowie utkwiło mi wicemistrzostwo województwa trampkarzy w roku bodajże 2004. Przegraliśmy wtedy finał na Oleskiej z MKSem Kluczbork 0:2. Szkoda, z podstawowymi graczami, którzy wówczas nie mogli zagrać pewnie osiągnęlibyśmy lepszy rezultat. Do tego dochodzą głównie sukcesy na turniejach halowych, gdzie zawsze stawiani byliśmy w gronie faworytów.

Nauka była istotna dla Ciebie od zawsze? Czy wolałeś się skupić tylko i wyłącznie na trenowaniu?

Nacisk na naukę kładła głównie moja mama. Przyznam, że nie za bardzo lubiłem się uczyć, mimo to wyniki w nauce miałem w miarę dobre.

Doskonale wiem że Twoi rodzice są nauczycielami wychowania fizycznego, czy z tego względu było Ci łatwiej w Twoim rozwoju intelektualnym jak i sportowym?

Jeśli chodzi o rozwój intelektualny, nie miałem specjalnych „względów” u nauczycieli, którzy dobrze znają się przecież z moimi rodzicami. Co do rozwoju sportowego, myślę, że ćwiczenia, które często wykonywałem w domu z moją mamą w jakimś stopniu pomogły mi w rozwoju ogólnej sprawności, a także koordynacji ruchowej.   

Powiedz mi co najbardziej zapamiętałeś z tych najmłodszych lat w klubie w którym się wychowywałeś?

Mieliśmy fantastyczną ekipę zawodników, którzy rozumieli się bez słów. Uwielbiałem grać na naszym stadionie przy ulicy Częstochowskiej, gdyż to boisko jest bardzo duże. Była to swego rodzaju twierdza nie do zdobycia. Oczywiście zachowując wszelkie proporcje i dystans do ligi, w której graliśmy.

Jak zapadła decyzja że trafisz do OSSM Prószków i co za tym przemawiało że wybrałeś Ośrodek w Prószkowie?

Chciałem mieć okazję do profesjonalnego treningu. W tamtych latach moja mama kończyła kurs menedżera, na który uczęszczała z trenerami działającymi w województwie opolskim. Na wieść o utworzeniu ośrodka w Prószkowie rozpoczęła się dyskusja w moim domu na temat pójścia do szkoły na Pomologię. Zdecydowaliśmy wspólnie, że warto spróbować. Z całym szacunkiem dla sztabu szkoleniowego Małejpanwi, treningi typu „dziadek” i „gierka” nie wystarczały komuś, kto chce się rozwijać. W klubie jednak zostałem, ponieważ jak już wcześniej wspomniałem liczyłem na sukcesy i same zwycięstwa. Poza tym koledzy mnie namawiali, żebym nie odchodził, a więc można powiedzieć, że zrobiłem to po części dla nich.

Twoim zdaniem przez trzy lata szkolenia w Prószkowie, uczyniłeś postępy w swoim rozwoju piłkarskim?

Oczywiście, że tak. Przede wszystkim ukształtował się tam mój charakter.

Jak oceniasz z perspektywy czasu tamten OSSM Prószków, a ten aktualny OSSM Prószków?

Wspominam ten czas z uśmiechem na twarzy. Wyjazdy, obozy, turnieje, o których marzy każdy mały chłopak. Trenerzy, którzy od swoich zawodników wymagali stuprocentowego zaangażowania byli również naszymi „kumplami”, z którymi można było się czasem pośmiać. Na temat obecnego Ośrodka nie mogę się wypowiadać, gdyż dawno mnie tam nie było.

Byłeś także zawodnikiem Pomologii Prószków, co Ci utkwiło w pamięci z tamtych czasów?

Najbardziej utkwił mi mój debiut w juniorach młodszych, który wypadł fatalnie. Graliśmy wówczas z OKSem Olesno. Trener podszedł do mnie przed meczem i spytał się czy dam radę, na co stanowczo odpowiedziałem, że oczywiście. Niestety, nie dałem rady, zagrałem bardzo słabo i zostałem zmieniony. Pamiętam, że przez cały dzień byłem wtedy załamany i nie ruszałem się nigdzie z domu.

Po OSSM Prószków trafiłeś do Gosława Jedłownik, jak ocenisz ten czas spędzony w Gosławiu?

Po Pomologii trafiłem do drużyn młodzieżowych Odry Wodzisław. W trakcie mojego pobytu w Wodzisławiu juniorskie ekipy ekstraklasowego zespołu zostały przeniesione do Jedłownika, celem utworzenia Wodzisławskiej Akademii Piłkarskiej, która zrzeszała zawodników Odry i Gosława. Doświadczenie zebrane w grach w Śląskiej Lidze Juniorów Młodszych i Starszych uważam za bardzo cenne. Wystarczy spojrzeć na rywali, z którymi przyszło nam się mierzyć – bardzo silna, wyrównana liga. O poziomie rozgrywek niech świadczy fakt, że w tym roku wicemistrzem Polski została ekipa Górnika, z którą u siebie pechowo przegraliśmy 0:1 po bramce w 90 minucie spotkania. Jako reprezentacja szkoły, w skład  której wchodzili wszyscy zawodnicy z rocznika 91’ – tzw. „stara emka” zdobyliśmy mistrzostwo Śląska pokonując w finale zespół z Gliwic, zawodników Piasta 4:1. Był to nasz ogromny sukces, w polu pokonanych zostały takie ekipy jak Ruch Chorzów, Gwarek Zabrze czy Górnik.

Z perspektywy czasu mogę stwierdzić że spora grupa zawodników z Twojego rocznika, która uczęszczała do OSSM Prószków gra na dobrych szczeblach piłkarskich. Lecz na chwilę obecną nikt nie zaistniał w Ekstraklasie. Powiedz mi jak uważasz, czy czegoś zabrało w waszym rozwoju, lub co spowodowało to że aktualnie nikt z was nie jest na szczeblu minimum pierwszoligowym?

Uważam, że nikt z nas nie miał takiego potencjału, aby zaistnieć w ekstraklasie. Jesteśmy jeszcze młodzi i może kiedyś będzie nam to dane – czas pokaże. Byliśmy dobrzy na własnym podwórku, ale wszystko weryfikowała kadra województwa, z którą nigdy nie udało się awansować.

Oczywiście Ty byłeś najbliżej, bo podpisałeś zawodowy kontrakt z Odrą Wodzisław. Lecz sytuacja Twojego klubu była dramatyczna, powiedz mi czy masz mieszane uczucia bo z jednej strony podpisałeś kontrakt z pierwszoligową drużyną a z drugiej strony ta przygoda tak szybko się skończyła?

Z pewnością. Cieszę się, że w ogóle dostałem taką szansę, szansę treningu w pierwszoligowym zespole, w dodatku w zespole, którego zawsze byłem kibicem, choć zdaję sobie sprawę z tego, iż w normalnych warunkach nigdy takiej szansy bym nie otrzymał. Odra nigdy nie stawiała na młodzież, wolała promować zawodników z zewnątrz. Był to krótki, ale bardzo przyjemny sen.

Opowiedz jak to jest, trenować z zawodnikami którzy przed chwilą grali w Ekstraklasie, bo po spadku do pierwszej ligi z sporą grupą zawodników Odry Wodzisław miałeś okazję pracować na co dzień?

Każdy podchodził do zajęć z pełnym zaangażowaniem, od takich ludzi można się wiele nauczyć. Bardzo przyjemne jest uczucie, kiedy coś ci wyjdzie na treningu, natomiast kiedy coś zepsujesz nie czujesz się jakoś sparaliżowany, gdyż starsi zawodnicy pomagają i podnoszą cię na duchu. Dodają wiary w siebie, naprawdę fajne doświadczenie.

Konrad, Twoje ulubione danie?

Oczywiście pierogi ruskie.

Twój ulubiony aktor i film?

Janusz Rewiński z filmu „Kiler” i „Kilerów dwóch”, klasyka polskiej komedii.

Twój idol piłkarski i dlaczego?

Zawsze był nim Paul Scholes, bardzo skromny człowiek, dla którego piłka i zespół był całym życiem. Największym atutem tego zawodnika były kapitalne crossy, rzucane co do centymetra, kapitalny przegląd pola i atomowe uderzenie z dystansu.

Jakiemu zespołowi kibicujesz i dlaczego?

Zawsze będzie tym zespołem Odra Wodzisław, ze względu na to, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia J Pamiętam jak tata zabrał mnie pierwszy raz na mecz Odry. Była to potyczka z Pogonią Szczecin, wynik 1:1 bramkę dla Odry zdobył wtedy Paweł Sibik, do niedawna mój trener. Jeśli miałbym wskazać drużynę zza granicy będzie to Manchester United, gdyż jestem pełen podziwu dla pracy sir Alexa Fergusona. Stworzył „coś” z „niczego”, wygrywając najważniejsze europejskie trofea, budując drużynę w oparciu o wychowanków, a nie budując ją za grube miliony właścicieli.

Wróćmy do poważnych pytań odnośnie Twojej osoby, powiedz mi czy Twoim zdaniem trzeba opuszczać Opolszczyznę by zaistnieć na krajowej arenie piłkarskiej?

Myślę, że tak. Opolszczyzna zawsze była i według mnie jeszcze długo będzie piłkarskim zaściankiem na mapie Polski.

Dużą uwagę przywiązujesz aktualnie do nauki? Jak tak to dlaczego?

Rodzice zawsze mi powtarzają, że wystarczy jeden uraz i kończy się przygoda z piłką. Historia zna wiele przypadków zawodników obdarzonych niesamowitym talentem, którzy marnie kończyli. Planuję studiować w Opolu turystykę i rekreację, jak to się mówi „papier zawsze będzie papierem”.

Jako uczeń OSSM Prószków także byłeś reprezentantem Opolskiego ZPN, jak wspominasz tamte czasy i z czego byłeś zadowolony a czego Ci brakowało?

Brakowało przede wszystkim awansu do ścisłej czołówki Mistrzostw Polski, zdobywaliśmy punkty tylko w spotkaniach u siebie. Miło było poznać chłopaków z klubów, z którymi się na co dzień rywalizuje, tworzyliśmy fajną paczkę.

Uważasz że młodzieżowa piłka nożna na Opolszczyźnie się rozwija?

Ciężko mi to ocenić, wiem na pewno, że do Śląska dużo nam jeszcze brakuje.

Czy Twoim zdaniem na Opolszczyźnie są utalentowani młodzi zawodnicy?

Jak wszędzie, wystarczy dać im możliwość systematycznego treningu

Pracowałeś już z wieloma trenerami, czy uważasz że przy każdym trenerze się rozwijałeś i czy jacyś trenerzy utkwili Ci szczególnie w pamięci?

Myślę, że każdy trener czegoś mnie nauczył. Na pewno utkwił mi w głowie charyzmatyczny trener Kalbron, a także wulkan emocji trener Mirosław Karpiuk, no i oczywiście trener Jarosław Skrobacz, który otworzył mi furtkę do Odry.

Czy jak byś miał syna, zaproponowałbyś mu OSSM Prószków?

Znając kadrę trenerską tego Ośrodka, posłałbym go tam „w ciemno”. Chciałbym jednak, aby grał dla Małejpanwi.

Nadal jesteś młodym zawodnikiem i jeszcze wiele przed Toba, aktualnie jesteś zawodnikiem Ruchu Zdzieszowice co sobie obiecujesz po tym transferze i czego oczekujesz?

Chcę się dalej rozwijać. Liczę na występy na drugoligowych boiskach. Wiem, że nie będzie łatwo, muszę przekonać trenera Polaka do swoich umiejętności, nie narzekać na nic, wziąć się w garść i pracować za dwóch. Po dopięciu mojego transferu chcę być regularnie powoływany do meczowej osiemnastki.

Jaki jest środek na to by osiągnąć sukces w piłce nożnej?

Przede wszystkim wyrzeczenia, ciężka praca na treningach. Ważne jest też zachowanie chłodnej głowy. Wtedy, kiedy nam nie idzie, trzeba zacisnąć zęby, powiedzieć sobie, że dam radę i ruszyć do przodu. Nie załamywać się porażkami, tylko dążyć do celu.

Co poradziłbyś swoim młodszym kolegom, którzy jak Ty kiedyś teraz aktualnie uczęszczają do OSSM Prószków?

Niech trenują dzień w dzień i słuchają trenera.

Zdałeś teraz maturę, jakie są Twoje dalsze plany?

Studia na Politechnice Opolskiej, kierunek turystyka i rekreacja, jak już wcześniej wspomniałem. Wcześniej miałem w planach pójście na AWF do Katowic i mimo dostania się w poczet studentów tej uczelni, wybrałem Opole w związku z grą w piłkę i łatwiejszym dojazdem do Zdzieszowic.

Jakbyś mógł cofnąć czas, czy byś coś zmienił w swoim rozwoju czy wszystko idzie ku Twojej myśli?

Rozważyłbym opcję odejścia przed poprzednim sezonem do drużyny seniorskiej. Po dobrej rundzie jesiennej i wielu, wielu perturbacjach i zmianach w Klubie, spadliśmy z ligi juniorów, ale z drugiej strony dostałem szansę w Odrze, więc myślę, że bilans wynosi zero.

Twoim zdaniem czy dyscyplina jest istotna w rozwoju piłkarskim?

Oczywiście. Jest jednym z czynników wpływających na dalsze powodzenie i ukształtowanie charakteru.

Zawsze byłeś systematyczny, miałeś charakter czy uważasz że to dobry kierunek by osiągnąć sukces?

Jak najbardziej. Bez pracy nie ma kołaczy.

Jaki masz kontakt z rodzicami, czy rodzice Ci kibicują i wspierają?

Bardzo dobry, bez nich nie byłbym w tym miejscu, w którym obecnie jestem. Pomagają mi praktycznie we wszystkim. Jeździli do Wodzisławia prawie na każdy mecz. Mama często wybierała się także na wyjazdy – kibic numer 1 J.

Czy lubisz oglądać mecze piłkarskie, czy wolisz tylko i wyłącznie w nich uczestniczyć?

Lubię oglądać piłkę na wysokim poziomie, włączając do tego wybrane mecze polskiej ekstraklasy.

Co uważasz że jest Twoją dużą zaletą a nad czym musisz ciężko pracować jako piłkarz?

Myślę, że moją dużą zaletą jest technika, nad którą jednak dalej muszę pracować, a także przegląd pola, natomiast moją największą wadą są cechy motoryczne. Nie jestem dynamiczny, nie mam dobrego startu do piłki – te cechy chciałbym poprawić.

Zgodzisz się z tym że aktualnie wielu piłkarzy bardzo przywiązuje uwagę do rozwoju intelektualnego?

Nie mogę zgodzić się z takim stwierdzeniem. Wielu młodych chłopaków ma w głowie tylko piłkę, co z jednej strony nie jest złe, gdyż mogą się bezgranicznie oddać swojej pasji. Z drugiej strony trzeba jednak brać pod uwagę każdą możliwość i nauka jest tutaj kluczowa. Wielu polskich zawodników nie potrafi się wypowiedzieć przed kamerami, powtarzając w kółko „eee”, „yyyy”. Trzeba ćwiczyć również takie kwestie, aby postrzegano cię jako w pełni rozwiniętego człowieka.

Kibicujesz zespołom Pomologii Prószków, wiem doskonale ze Małejpanwii Ozimek tak, Odrze Wodzisław też a Pomologii?

Jeśli mam być szczery, to nie jestem kibicem Pomologii Prószków.

Czego Ci Konrad życzyć?

Rozwoju i odegrania ważniejszej roli w Ruchu Zdzieszowice niż tylko oglądanie poczynań kolegów z trybun.

Czy masz jakiś talizman, jak tak to co nim jest?

Nigdy nie byłem przesądny, choć przyznam, że numer 5 w Odrze był dla mnie szczęśliwy.

Jesteś osobą wierząca?

Tak, jednak z moim chodzeniem do kościoła różnie bywa, za co często obrażona jest na mnie moja mama.

Co jest dla Ciebie najważniejsze?

Rodzina, piłka.   Dziękuję Konrad za rozmowę i życzę dużo zdrowia i powodzenia w rozwoju intelektualnym jak i sportowym. Trener: Aleksander Kalbron.